Pierwszy clubbing


Pierwszy raz poszedłem na clubbing w Londynie, niestety albo i stety? skończyło się tylko na jednym klubie.
Było naprawdę świetnie. Drinki kosztowały po funta siedemdziesiąt, więc naprawdę tanio. Klimat? Trudno było mi się przyzwyczaić, ponieważ ludzie byli naprawdę dziwni, to nie to samo co w wakacje, dajmy w Bułgarskim kurorcie, czy w typowym Polskim klubie. Różni się klimatem i to bardzo, czuć że to Anglia, czuć tą "inność", która nie jest niczym negatywnym. Bo zazwyczaj jak ktoś słyszy, że coś jest inne, to uważane, jest to za coś niefajnego, ale nie wiem skąd takie spostrzeżenia. Może to kwestia braku dojrzałości. Gdyby wszystko byłoby takie samo, to świat nie miałby sensu (dopiero wtedy), a tak to możemy sporo poznawać - to dopiero sens.
Na ogół poprosiłem by Emily z Patrykiem wzięli mnie do jakiegoś fajnego klubu, gdzie będzie pozytywnie i tolerancyjne, w sensie bez jakichś bijatyk, problemów, tylko zabawa do muzyki. Wzięli mnie do G-A-Y Club. W samym centrum Londynu tych klubów jest sporo, więc jak widać ludzie nie mają problemów z innymi orientacjami. Czy to nie dziwne? Na początku jakoś dziwnie mi tam było. Przez chwile czułem się źle, ale wszyscy byli świetnie nastawieni do siebie, nieważne czy się znało z kimś, to każdy tańczył z innymi, a kolejki do baru były naprawdę wielkie - stało się z 20 minut, bo tylu ludzi przyszło w czwartek do klubu. Trwają tutaj ferie, więc to chyba nic dziwnego, ale poczułem się jak w piątkową noc.
Poznałem Emily - bardzo miła dziewczyna, pierwsze 2 sekundy spotkania i można było wyczuć pozytywną energię - to lubię w ludziach. Nienawidzę, jak ktoś spina i od razu przekreśla nie znając człowieka.
Patryk - mój współlokator, kolega, przyjaciel Emily.
Noc była udana, w sumie po filmikach nie trudno zauważyć. Z chęcią powtórzę imprezę, ale bez zbędnych rozterek, bo to one zepsuły mi wieczór. Alkohol robi swoje, doprowadza do myślenia i użalania się nad problemami. Tak mnie sytuacja poruszyła, że aż straciłem chęć do tańczenia. W pewnym momencie wolałem siedzieć, myśleć, albo (najlepiej byłoby) wrócić do domu.




A tak było:



Dla nas impreza skończyła się koło 3 nad ranem. Wracaliśmy zajebistym dwupiętrowym autobusem, które są bardzo popularne w Anglii. Ale jakoś nigdy mnie nie jarały, po prostu fajnie się jedzie nad miejscem kierowcy.

Gdzieś na moim instagramie znajdziesz filmik z czerwonego autobusu. 


Tutaj zasada jest taka, że wsiadają wszyscy po kolei pierwszymi drzwiami, przykładają, tzw. Oyster card, którymi płacą za przejazd lub można też zapłacić normalnie w okienku kierowcy. Żeby autobus się zatrzymał, należy wyciągnąć rękę, by dać znać że chcesz wsiąść, jeżeli tego nie zrobisz, gdy będzie jechał twój numer, to nie zatrzyma się. Można powiedzieć, że nie maja obowiązku zatrzymywać się, jeżeli nie dostanie informacji, że ktoś chce wsiąść lub wysiąść.
Na ogół nawet w nocy jadąc przez centrum trudno przejechać i o każdej porze mnóstwo aut oraz ludzi, choć wydaje mi się że większe "rozpierdu" odbywają się o późnych porach. Na ulicach pełno ludzi, w szczególności młodych. Warto przyjechać i poczuć ten klimat. Anglia.




***



Dzisiaj otworzyłem pierwsze konto bankowe i jestem z siebie dumny, że sam sobie poradziłem, a czemu miałbym sobie nie poradzić? Bo mój język angielski nie jest jakiś dobry, za to komunikatywny. Załatwiłem to, co najważniejsze. Jeszcze muszę ogarniać NIN, czyli National Insurance Number, który jest potrzebny do legalnej pracy. W Polsce nazywa się ten numer NIP - Numer Identyfikacji Podatkowej. Aby taki numer sobie wyrobić, trzeba zadzwonić do JobCentre i umówić się na spotkanie. Oczekuje się na spotkanie od tygodnia, do miesiąca. Ja niestety dowaliłem, więc muszę na nowo się umawiać.


Więc, jak ktoś ma zamiar przyjechać do pracy do UK, to koniecznie musi wiedzieć o takich rzeczach, choć w Polsce jest podobnie ze startem.

Barclays Bank


***


Martwi mnie to, kiedy inni są nieszczęśliwi, Ci którzy nie zasługują na smutek -ale i on jest każdemu potrzebny.
Martwi mnie to, kiedy widzę tyle żalu i strachu na twarzy innych. A najgorsze jest to, że część ich lęków i złego samopoczucia jest spowodowana opinią innych i ich odczuciami na ich temat.

 Podejmując każdą decyzję w życiu, zastanawiasz się jednocześnie czy zostanie ona zaakceptowana przez większość środowiska, w którym żyjesz. Takie podejście nie odzwierciedla prawdy o tym jak rzeczywiście wygląda Twoje wnętrze, jakim jesteś człowiekiem i jakie podejmujesz decyzję, bo wszystko robisz pod innych, niejako pod ich presją, żeby nie czuć się 'odrzuconym'.
I to właśnie powoduje, że nie czujesz się dobrze z samym sobą.
Nie żyjesz wtedy w zgodzie, nie pokazujesz swojego prawdziwego oblicza, ukrywasz się i wtapiasz w tłum, bo się boisz.
Tak, boisz się - boisz się pokazać jaki jesteś w głębi. Ale czy naprawdę warto?
Jesteś pewny, że nie chcesz się wyróżniać? Wyróżniać, nie głupotą, zaimponowaniem kolegom wyzywającym strojem czy pokazaniem 'wyższości' poprzez agresję i użycie siły.

Przestań udawać! Bądź inny niż większość nastolatków. Pozbądź się smutku z twarzy i nie zadręczaj tym, że niby nie jesteś wyjątkowy. JESTEŚ WYJĄTKOWY, NIE MA DRUGIEJ TAKIEJ OSOBY- tak mówię to właśnie do Ciebie. Siedzisz teraz i to czytasz. Nie myśl, że Cie to omija. Powinieneś być dumny z tego kim jesteś i z tego, że podejmujesz decyzje w zgodzie ze sobą. Czy ludzie zwracają na Ciebie uwagę, czy nie, to nieważne, bo może w końcu stałeś się inny, asertywny i powiedziałeś :
"Stop stereotypom! Nie chcę tak już dłużej, nie chcę udawać kogoś kim nie jestem, żeby być lubianym, bo wtedy ludzie lubią nie mnie, ale moje drugie nieprawdziwe ja."

Nauczyłem się tego wszystkiego, a że był to proces długotrwały i samo życie przygotowywało mnie do tej decyzji, to wszystko działo się w odpowiedniej kolejności; czasami było trudniej, czasami łatwiej, ale to wszystko mnie ukształtowało, dzięki porażkom i patrzeniu tylko na siebie. Ukształtowało człowieka, jakim teraz jestem. Ale to, że u mnie wszystko było jakoś rozciągnięte w czasie i przyszło do mnie tak po prostu, to wcale nie oznacza, że Ty musisz iść moją drogą, bo ona nie jest jedyną właściwą. Więc co stoi na przeszkodzie, żebyś już dzisiaj zaczął zmieniać coś u siebie i w swoim podejściu? Tradycja i idące za nią wartości są przydatne i należy według nich iść tylko wtedy, gdy 'działają' i sprawdzają się w dzisiejszych czasach. Nic nie poradzimy na to, że czas biegnie, zmienia się nie tylko świat, ale przede wszystkim ludzie i to wymusza na nas pewne zachowania, ale to nie oznacza, że mamy za nim tak lecieć. Jesteś indywidualny i wyjątkowy, więc czemu chcesz na siłę się wyzbyć tej cnoty i być jak inni, czyli taki sam? Nie będziesz taki sam, jak wybierzesz własną drogę i pokażesz swoim przeciwnikom, wrogom że nie wygrają z tobą, że zyskasz więcej niż oni, bo oni tylko się skupiają na twoich porażkach, by w odpowiednim dla nich momencie cię dobić, ale oni nie rozumieją że osoby, które mają ich za sobą najwięcej, mają więcej w głowie i z większością sobie poradzą, np. Ty.
W sytuacji kiedy wartości tradycyjne już 'nie działają' musisz zebrać w sobie siły i zacząć tworzyć coś dynamicznego, kreatywnego i nowego. Na co czekać? Podejmij się tego wyzwania już dzisiaj. Im wyższe cele sobie stawiasz, tym więcej udaje Ci się zrealizować. Kto powiedział, że nasze decyzje i nasze życie musi wyglądać jak życie kogoś innego, dlaczego to ktoś ma decydować o tym, co się u nas dzieje?
Bądź liderem swoich opinii i zaakceptuj samego siebie, rób co kochasz i korzystaj z życia, na początek to wystarczy żeby czuć się szczęśliwie, żeby spełniać się życiowo.






14 komentarze:

  1. wiem o czym mówisz z tymi autobusami, to jest masakra heh, jak pierwszy raz miałam jechać takim busem to gdyby jeden pan nie wyciągnął ręki autobus by przejechał a ja nie wiedziałabym o co chodzi ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten czerwony bus nazywa się double-decker :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś genialny, potrafisz poprawić humorek ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Biorę się ostro za siebie! Twoja osoba i twoje słowa dają mi siłe <3 Dziękuje Ci za tą twoją pozytywność :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy zamierzasz pozwiedzać jakieś zabytki w Londynie i porobić zdjęcia aby nam pokazać?

    OdpowiedzUsuń
  6. Najebany klub robi łup łup łup haha :D Maks rozwalasz!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że Ci się układa. Jestem z Tobą od samego początku, i czuje się jakbym razem z Tobą dorastała, powodzenia ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. No to chyba czas uwierzyć w to że jestem wyjątkowa..;) widać że impreza się udała ^^ A jak tam dobry wujek się sprawuje? Co tam u Aleksa? <3 Dobrej nocy Maks ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejny wpis dający dużo do myślenia. Naprawde Cie podziwiam za ten czas poświęcony na pisaniu do swoich czytelników. Znasz odpowiedzi na tak wiele pytań. Uwielbiam Cie Maks:)

    OdpowiedzUsuń
  10. G - A -Y Club jest niesamowitym miejscem w Londynie. Można tam się wybawić, znam tam wszystkich barmanów, paru polaków jest. Sami przyjaciele. Wszyscy są pozytywnie nastawieni, ale beznadziejna muzyka leci. Nie można tego nazwać klubem według mnie. Lepiej barem, a potem przechodzi się do 2 clubów, które są tego samego właściciela. Miejsce niezapomniane ;)
    k.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak czytam twoje notko to az mi dech zapiera mm jestes mega ciasteczko oreo oreo

    OdpowiedzUsuń
  12. Każdy miewa dni kiedy trzeba trochę porozmyślać, tym bardziej przy alko :)
    Świetny wpis, dzięki:*

    OdpowiedzUsuń
  13. Swietny wpis i daje do myslenia ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Taka mała uwaga - polski Nip i brytyjski NIN to nie są podobne instytucje... NIN to numer ubezpieczenia społecznego, coś jak u nas ZUS; natomiast polski NIP przyznawany jest u nas firmom będącym podatnikami VAT ;)

    OdpowiedzUsuń

Thanks for your comment :) See ya later

 

Follow by Email

Blogger news

Najlepsze Blogi

Twitter Updates